Dzisiaj mogę już powiedzieć, że jest to w miarę ułożony pies, niestety trochę go zaniedbałam przez pierwsze miesiące tłumacząc sobie, że taki młodziak nie jest się w stanie nauczyć za dużo. Teraz znam psy 5-miesięczne, które mają idealnie obcykane komendy i dodatkowo jakieś sztuczki, czyli troszkę czasu zmarnowałam. Oczywiście nie jest, źle bo szkolenie zaczęłam jak Pako miał około roku więc w miarę wcześnie. Przejdźmy jednak do tematu czyli jak to się stało, że Pako został "zauważony"? Moja znajoma uczyła swojego owczarka w pewnej szkole i poprosiłam ją, żeby zapytała swoją instruktorkę czy wie jak oduczyć Pako szczekania na ludzi. Okazało się, że jest na to sposób i że mam się spotkać z Anią podczas jej szkolenia. Zaczęłyśmy rozmawiać i w końcu zapytała mnie czy chciałabym trenować mojego psa na ratownika, bo straż pożarna otworzyła taką sekcję i potrzebują psiaków. Pomysł spodobał mi się od razu przed wszystkim dlatego, że byłby to idealny sposób na rozwijanie umiejętności Pako. Pies miałby zajęcie i oczywiście wiązałby się z tym fakt, że muszę poświęcać mu więcej czasu. Następnego dnia już się zgodziłam. Ania powili zaczęła wprowadzać mnie w temat. Do końca nie jestem jeszcze wszystkiego świadoma, wiem na razie, że w czerwcu jest termin egzaminów i mniej więcej tyle czasu mamy na przygotowanie psa... no i mnie. Bo nie tylko pies musi zdawać testy, ale ja jako jego przewodnik też muszę się wykazać wiedzą na przykład z zakresu pierwszej pomocy. Niedługo powinniśmy zacząć ćwiczenia z szukania, bo w końcu do tego dążymy- żeby Pako szukał zaginionych ludzi. Brzmi ekscytująco, ale zobaczymy w praktyce czy nie będą to godziny chodzenia po lesie bez żadnych efektów, W każdym razie ja jestem bardzo zadowolona, bo już teraz widzę o ile mój pies jest szczęśliwszy po spacerze na którym się coś dzieje. Zdecydowanie każdemu polecam znalezienie jakiegoś zajęcia dla swojego psa, na przykład uczenia zwykłych komend podczas spaceru.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz