Dzisiaj mogę już powiedzieć, że jest to w miarę ułożony pies, niestety trochę go zaniedbałam przez pierwsze miesiące tłumacząc sobie, że taki młodziak nie jest się w stanie nauczyć za dużo. Teraz znam psy 5-miesięczne, które mają idealnie obcykane komendy i dodatkowo jakieś sztuczki, czyli troszkę czasu zmarnowałam. Oczywiście nie jest, źle bo szkolenie zaczęłam jak Pako miał około roku więc w miarę wcześnie. Przejdźmy jednak do tematu czyli jak to się stało, że Pako został "zauważony"? Moja znajoma uczyła swojego owczarka w pewnej szkole i poprosiłam ją, żeby zapytała swoją instruktorkę czy wie jak oduczyć Pako szczekania na ludzi. Okazało się, że jest na to sposób i że mam się spotkać z Anią podczas jej szkolenia. Zaczęłyśmy rozmawiać i w końcu zapytała mnie czy chciałabym trenować mojego psa na ratownika, bo straż pożarna otworzyła taką sekcję i potrzebują psiaków. Pomysł spodobał mi się od razu przed wszystkim dlatego, że byłby to idealny sposób na rozwijanie umiejętności Pako. Pies miałby zajęcie i oczywiście wiązałby się z tym fakt, że muszę poświęcać mu więcej czasu. Następnego dnia już się zgodziłam. Ania powili zaczęła wprowadzać mnie w temat. Do końca nie jestem jeszcze wszystkiego świadoma, wiem na razie, że w czerwcu jest termin egzaminów i mniej więcej tyle czasu mamy na przygotowanie psa... no i mnie. Bo nie tylko pies musi zdawać testy, ale ja jako jego przewodnik też muszę się wykazać wiedzą na przykład z zakresu pierwszej pomocy. Niedługo powinniśmy zacząć ćwiczenia z szukania, bo w końcu do tego dążymy- żeby Pako szukał zaginionych ludzi. Brzmi ekscytująco, ale zobaczymy w praktyce czy nie będą to godziny chodzenia po lesie bez żadnych efektów, W każdym razie ja jestem bardzo zadowolona, bo już teraz widzę o ile mój pies jest szczęśliwszy po spacerze na którym się coś dzieje. Zdecydowanie każdemu polecam znalezienie jakiegoś zajęcia dla swojego psa, na przykład uczenia zwykłych komend podczas spaceru.
Pako psem ratowniczym.
czwartek, 19 lutego 2015
czwartek, 12 lutego 2015
Początek
Chyba powinnam najpierw wytłumaczyć jak to się stało, że Pako jest dzisiaj moim psem.
W wakacje w 2013 spędziłam bardzo dużo czasu u +maya mielcarska . To właśnie u niej zaczęłam myśleć o tym, żeby mieć psa, bo sama już wtedy miała Otto. Spodobało mi się to jak dobrze jest ułożony i posłuszny. Uświadomiłam sobie, że to musi być ogromna satysfakcja kiedy uda się psa nauczyć pewnych zachowań. Jednym problemem było przekonanie rodziców. Był to proces dłuuugi, musiałam ich zapewniać, że będę odpowiedzialna i w końcu się zgodzili! Pamiętam jak dzisiaj 25 października 2013 roku pojechałam z koleżanką zobaczyć psy w schronisku. Na miejscu byłam załamana stanem klatek... Ale na temat schroniska w Dyminach możnaby pisać 700 stronicowe książki, dlatego przejdę od razu do momentu w którym zobaczyłam Pako. Pewnie wszystkim się wydaje, że scena ta wyglądała mnie więcej tak: spojrzałam do klatki i zobaczyłam piękną czarną kuleczkę, a kiedy popatrzył na mnie swoimi pięknymi, smutnymi oczkami wiedziałam już, że to mój pies. Nic bardziej mylnego... Zacznijmy od tego, że właściwie nie miałam szansy żeby go zobaczyć, bo jak już wspomniałam jest cały czarny, a pomieszczeniu było ciemno, więc dostrzegłam coś czarnego ruszającego się i strasznie ujadającego. Przemyślałam sobie dokładnie moją sytuację. Mam już zgodę na psa, a tak właściwie jest to jedyna opcja, bo poza nim były same malutkie pieski, które nie urosłyby dużo więcej, a ja chciałam dużego psa.Przecież nie mogę zwlekać, jak już się zgodzili to muszę go wziąć... I tak następnego dnia jechałam już z moją mamą żeby podpisać dokumenty. Dopiero kiedy wyciągnęłam go z tego pokoju na światło dzienne zobaczyłam śliczną, spanielkowata mordkę i te wyjątkowo mądre oczy. Wiem, że brzmi to tragicznie, ale patrzył na mnie jakby chciał mi coś przekazać i wtedy doszłam do wniosku, że może się dogadamy.
W wakacje w 2013 spędziłam bardzo dużo czasu u +maya mielcarska . To właśnie u niej zaczęłam myśleć o tym, żeby mieć psa, bo sama już wtedy miała Otto. Spodobało mi się to jak dobrze jest ułożony i posłuszny. Uświadomiłam sobie, że to musi być ogromna satysfakcja kiedy uda się psa nauczyć pewnych zachowań. Jednym problemem było przekonanie rodziców. Był to proces dłuuugi, musiałam ich zapewniać, że będę odpowiedzialna i w końcu się zgodzili! Pamiętam jak dzisiaj 25 października 2013 roku pojechałam z koleżanką zobaczyć psy w schronisku. Na miejscu byłam załamana stanem klatek... Ale na temat schroniska w Dyminach możnaby pisać 700 stronicowe książki, dlatego przejdę od razu do momentu w którym zobaczyłam Pako. Pewnie wszystkim się wydaje, że scena ta wyglądała mnie więcej tak: spojrzałam do klatki i zobaczyłam piękną czarną kuleczkę, a kiedy popatrzył na mnie swoimi pięknymi, smutnymi oczkami wiedziałam już, że to mój pies. Nic bardziej mylnego... Zacznijmy od tego, że właściwie nie miałam szansy żeby go zobaczyć, bo jak już wspomniałam jest cały czarny, a pomieszczeniu było ciemno, więc dostrzegłam coś czarnego ruszającego się i strasznie ujadającego. Przemyślałam sobie dokładnie moją sytuację. Mam już zgodę na psa, a tak właściwie jest to jedyna opcja, bo poza nim były same malutkie pieski, które nie urosłyby dużo więcej, a ja chciałam dużego psa.Przecież nie mogę zwlekać, jak już się zgodzili to muszę go wziąć... I tak następnego dnia jechałam już z moją mamą żeby podpisać dokumenty. Dopiero kiedy wyciągnęłam go z tego pokoju na światło dzienne zobaczyłam śliczną, spanielkowata mordkę i te wyjątkowo mądre oczy. Wiem, że brzmi to tragicznie, ale patrzył na mnie jakby chciał mi coś przekazać i wtedy doszłam do wniosku, że może się dogadamy.
| Pierwsze zdjęcia Pako w nowym domu |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
